Wolność wyboru

Rozdział drugi – Farsa

Rozdział drugi – Farsa

Wiedząc że moją sprawę podejmie Pani Mecenas ze związków, naprawdę byłem spokojniejszy.
Po otrzymaniu adresu siedziby, oraz po wcześniejszym umówieniu stawiłem się na tak zwany dyżur. Oczywiście, musiałem znów zrelacjonować cały przebieg mojego zwolnienia, pokazać dowody, maile etc. Sprawa jak wiecie jest zawiła i sam też wielokrotnie musiałem wyjaśniać powiązania dat, czynności i ich skutków. Trafiłem na bardzo rezolutną opiekę prawną, tak więc po napisaniu pozwu, czym prędzej wysłałem go do sądu. Ale to nie był jeszcze koniec, to dopiero początek. Musiałem być jeszcze przygotowany na ewentualne pytania ze strony sądu i pełnomocnika strony pozwanej, a także sugerowane pytania do świadków. Nie była to jedna wizyta 🙂

Rozprawę miałem wyznaczoną dość szybko, bo już po półtorej miesiąca. Byłem bardzo zestresowany, bo nawet, mimo ogromnego doświadczenia, zebranego na oglądaniu sędzi Anny Mari Wesołowskiej, i kilku odcinków Prawa Agaty, nie byłem do końca pewien jak to będzie wyglądać u mnie i co mnie może spotkać.
Przyszedł w końcu czas na stawienie się w sądzie. Muszę przyznać że zainwestowali, wygląda trochę jak w banku sterylnie, świecąco i bezpiecznie. Przez chwilę bałem się że Pan ochroniarz wsadzi mi tę swoją elektromagnetyczną pipetę bo ciągle piszczałem. Wystarczyło wyjąć telefon…
Powtórzyliśmy jeszcze ostatnie pytania, i zgodnie z harmonogramem , na zawołanie, weszliśmy na salę sądową. Za biurkiem siedziała Pani Sędzia i dwie ławniczki, zapowiadało się miło, bo cały czas się uśmiechały 🙂
Stanęliśmy przy swoich ławach, przywitaliśmy się, po czym Pani Sędzia, zapowiedziała rozprawę, wysłuchała stron pełnomocników i zapytała się nas dlaczego nie chcemy iść na ugodę.
Popatrzyliśmy na siebie z panią mecenas, pomyślałem ‘Jaką kurwa ugodę, przecież nikt się nas o to nie pytał.’ Po minie Pani Mecenas widziałem, że doszła do podobnych wniosków. Poinformowaliśmy sąd, że nigdy nie było propozycji ugody ze strony pozwanej, więc nie bardzo wiemy o co chodzi. Pani Sędzia popatrzyła na nas i powiedziała, że zarządza przerwę 15 min i mamy się na niej dogadać co do ugody. Acha.
Podczas przerwy okazało się, że mecenas z drugiej strony też nic nie wie o ugodzie, bo nikt mu nic nie powiedział, i że sam nie może teraz o niczym zdecydować, zresztą i tak ma polecone żeby na nic nie zgadzać. ‘Tylko jak to tak, nie może nic zarządzić to po co przyszedł ? Żeby mówić cały czas “nie” ?’, Pan mecenas bez kozery odpowiada, że tak. No to się dogadaliśmy.

Po powrocie wyjaśniliśmy Pani Sędzi na czym polega problem, więc ta zadecydowała, że daje nam dwutygodniowy termin podczas którego mamy dojść do ugody. Kolejna rozprawa, gdyby nie doszło do ugody, została zaplanowana na grudzień, czyli za dwa miesiące. Dobrze się zapowiada, nie wiedziałem jeszcze wtedy, że kabaret dopiero się zacznie, a to był jego tragikomiczny początek.



2 thoughts on “Rozdział drugi – Farsa”

  • Wiecej czasu poswieciłeś na opisywanie tego jak wygląda budynek sądu niż samej sprawy.
    Tak naprawde nic nie wynika z tego artykułu.

    • Bo niestety nic też nie wynikało z pierwszej rozprawy 😉 Nowe przepisy nakładają największy priorytet na polubowną mediację przez sąd. Stąd też taka usilna presja na ugodę podczas pierwszej rozprawy, co jest z kolei przyczyną braku jakiegoś nowego wątku. Po prostu nie miałem za bardzo o czym pisać, a jest to mimo wszytko część historii i jestem zobowiązany do jej umieszczenia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *